Symbol dwóch piramid (medytacja)


Dziś, bez rozległego wstępu, można powiedzieć-na sucho, chciałbym Wam opowiedzieć o pewnym wartym uwagi, a jakże ciekawym tworze, który to pokazał mi się podczas jednej z medytacji. Medytacja ta była lekka i w gruncie rzeczy służyła odpoczynkowi, acz przecież wiadomo, że to właśnie w takich najwięcej na nas czeka. Oprócz tego również potrzebowałem pewnej rady, pomocy, więc mimo wszystko, miałem pewną intencję.

Przejdźmy zatem do meritum. Postaram się opisać jak najbardziej umiem plastycznie, choć i tak zapewne wyjdzie jak wyjdzie. Otóż we wstępie, na gwieździstym, granatowym niebie ukazały mi się dwie piramidy połączone ze sobą wierzchołkami w takiż sposób, iż tworzyło to wszystko razem coś w rodzaju klepsydry. Wyglądały one niczym zrobione z granatowego, energetycznego, a nawet można powiedzieć-żywego stelażu. Nie trzeba dodawać, iż widok był niezwykły...

Zaraz potem, górna piramida klepsydry zarumieniła się różnokolorowymi, rzec-tęczowymi kolorami, podczas gdy druga pozostawała wciąż pusta, przezroczysta, widać przez nią było tło, czyli wspomniane wcześniej granatowe, równie żywe niebo. Dlaczego żywe? Bowiem wszędzie dominował ruch. Warstwy granatu nieboskłonu mieszały się ze sobą, tworząc coś na wzór zórz, stelaże piramid podobnie, a energie w górnej piramidzie tworzyły co rusz nowe, równie żywe barwy.

Tak więc, jak wcześniej, dolna piramida była pusta, lecz gdy się w nią zagłębiłem, a raczej gdy mi ją dogłębniej pokazano, bowiem pełniłem tam funkcję obserwatora, ta ukazała, że kryje w sobie spokojny, ciemnogranatowy bezkres oceanu. Dominowała tam cisza, jak też i niezachwiany spokój. Nie był to widok przytłaczający, smutny, a jedynie, pomimo oceanu, całkiem pusty. Następnie, gdy ponownie objąłem wzrokiem w całości ten klepsydrowaty twór, w środku, przy styku dwóch wierzchołków pojawił się się świetlisty punkcik, niczym gwiazda widziana w ziemską noc.

I to już koniec opisu. Przejdę teraz do wyjaśnienia, które wówczas nagle mi podesłano, można powiedzieć, że niemal weszło mi do głowy ujawniając, cóż to wszystko znaczy...
Owy symbol dwóch piramid ukazano mi jako drogę, podróż do poznania siebie, można też powiedzieć np. drogę naszego rozwoju duchowego, gdzie na samym szczycie powstajemy z Boga, Stwórcy czy też jak to nazwiemy, gdzie widzimy siebie w całej okazałości, co nie znaczy, iż wszystkie karty zostały przed nami odkryte, iż się dogłębnie poznaliśmy. Nie wiemy wtedy, jak sobie poradzimy i tu słowa klucz-nie wiemy, lecz jedynie widzimy. Im niżej w klepsydrę, tym kolejne doświadczenia, poszerzanie swojej świadomości w coraz to nowszych zmaganiach, aż dochodzimy do zawężenia klepsydry, gdzie nadal doznajemy siebie, opowiadamy się, gdzie z reguły odbierana jest nam chwilowo pamięć, dlatego też mniemam, iż większość z nas może być w owym środku, tu, na tej planecie, co symbolizował w moim przypadku świetlisty punkcik, by potem coraz dalej podróżować, tam, gdzie kolejna piramidka owej klepsydry się rozszerza, gdzie dochodzimy do jej podstawy, tak samo szerokiej, jak na początku drogi, acz zupełnie innej, tej po drugiej stronie, gdzie nie tylko widzimy siebie w całej, boskiej okazałości, ale gdzie jesteśmy siebie świadomi, gdzie poznaliśmy siebie...

Takie wyjaśnienie mi ukazano i wiem, że jest ono prawdziwe. Zachęcam również do własnej intuicyjnej interpretacji, która również może być słuszna, bowiem nie ma jednej prawdy, a jest ich tak wiele, że starczy oryginalnej, ale na równi pięknej dla każdego istnienia. Tu jeszcze chciałbym dodać, pamiętajmy, że nigdy nie jesteśmy sami, a gdy poprosimy o pomoc, o radę, tak jak w moim przypadku, w jakiś sposób, poprzez jakąś drogę zawsze ją otrzymamy. Trzeba tylko wypatrywać.

Serdecznie pozdrawiam.

Bbard

Popularne posty z tego bloga

Pieczęcie kościelne

Życie światłem, bretarianizm

Pełnia siebie, chirurgia fantomowa