Spotkanie z istotą pozaziemską (medytacja)


Nie tajemnicą jest, że idąc obranymi przez siebie najrozmaitszymi ścieżkami, nie raz przecież staną przed nami, a to różne zadania, a to wykreowane cele i przecież nikogo nie dziwi, iż z czasem każdy z nas stara się w tym wybranym sobie zadaniu być coraz to lepszym, bardziej, nazwijmy to-odpowiednim.
I tak chociażby, przechodząc nieco szybciej do właściwej części, staramy się być coraz lepszymi ludźmi, najczęściej na podstawie jakiegoś odlegle wykreowanego wzorca, a tak idealnego, że sam Bóg pewno by się go nie powstydził.
Równie często jednak, życie daje o sobie znać, stawiając nasz obrany idealny wzorzec daleko, mogłoby się wydawać, poza horyzontem jakiegokolwiek spełnienia. Daleko by szukać przykładów... Raz to postanowimy sobie, że kluczem do uduchowienia będzie brak jakichkolwiek nerwów czy może jeszcze inaczej-chociażby brak osądzania innych. To oczywiście naprawdę piękne wartości, lecz co po nich, jeżeli to zaraz po tym jakże hucznym postanowieniu, albo się, o zgrozo, zdenerwujemy, albo, co gorsza, kogoś tam osądzimy. I już pomijając, że niektórzy, dość słusznie, po tym zgubnym incydencie zaczynają wszystko od początku, toż są i przecież tacy, którzy gotowi są się załamać w przeświadczeniu, że są gorsi od tych, którym jakoś się udało dumnie stanąć na swym pięknym wzorcu, a jeżeli to nie, to chociaż tyle, iż nie mogą być oni aż tak idealni, jak sobie to wcześniej w najidealniejszych marzeniach planowali.
O dziwo, przyklasnę, nie są w stanie do czasu, dopóki tak sądzą, ale już w tym momencie można by przejść do opisania rozmowy z pewną niezwykłą istotą. Nie na darmo nie mówię o imieniu, pochodzeniu... Dodam, że jest ona wyjątkowo wolna i jakże niezwykle świadoma tego, kim jest, co stanowi. Ową rozmowę postaram się opisać na zasadzie dialogu i choć nie słowo w słowo, to sens jak najbardziej nie będzie odbiegał ani trochę.

Przede mną ukazała się świetlisto-zielona istota. W zasadzie była ona naprawdę wielokolorowa, lecz to różne odcienie zielonego najczęściej się między sobą przeplatały.
Emanowała od niej radość, lecz jakby obojętna, tak samo poznanie, lecz równie obojętne, rzec-takie, jakby i było, i nie było jednocześnie.

-Powinienem się przedstawić, ale tego nie zrobię, bo i nie mam jak. Jestem tym, jak mnie widzisz i jak chcę, byś mnie widział, i takim jest każdy. Większość jednak przypisała się do postaci człowieka, do postaci czegokolwiek, jest tego pełno, nie wiedząc na chwilę, że są i tu, i wszędzie.

-Kim jesteśmy?(To pytanie zawsze zadaję, zawsze mnie nurtuje.)

-Każdy jest i wszędzie, i nigdzie, i robi rzeczy jakie chce, każdy jest tym, czym chce i jest, gdzie chce. Każdy może być wszystkim i nikim. Jest u was dużo podziałów, nawet na tego typu-wyższe i niższe wibracje, wyższy rozwój, niższy. Wiedzcie, na pewnym poziomie tego nie ma. Jest tylko energia, bez podziału. Nie ma wyższych i niższych, bo każdy jest, jeżeli chce-tą wyższą wibracją, a kto chce-tą niższą. Toteż wszyscy są tym, czym chcą być i na ile chcą. Tak jak ja, mogę być takim jak mnie widzisz lub jakim tylko pragnę być. Ja o tym decyduję, tak jak każdy o sobie, lecz ja decyduję świadomie, bo siebie poznałem.


-Są takie miejsca jak raj, piekło czy podobne rzeczy, gdzie się trafia po śmierci?(To mnie akurat zaintrygowało.)

-Ależ oczywiście, że są. Powiem więcej, jest pełno, jak mówisz, piekieł czy rajów. Najrozmaitsze poziomy. Można iść do piekła, można się bawić w raje. Każdy tworzy sobie swój raj, swój świat. Każdy może wejść do jakiegoś już gotowego poziomu, lecz każdy może iść do piekła. Czy myślisz, że jak będziesz przekonany, że trafisz do piekła, to trafisz do raju? Bądź na odwrót. Każdy sobie wybiera.


-Ależ przecież jest karma.

-Nie traktuję tego jak prawo, nikt nam tego nie narzucił, nikt nie stworzył, a jedynie ci, co nie widzą zbytnio siebie, uważają, że to coś niewyobrażalnego. Otóż jesteśmy wszystkim, każda istota. Zatem, skoro coś wysyłasz, a jesteś wszystko, toż przecież wysyłasz to również do siebie. To bardzo proste. Życzysz komuś źle, to życzysz sobie. Każdy, jak i ja czy ty. Każdy jest wszystkim. Proste.


-Wierzysz w Boga czy w jakiegoś stwórcę?

-To, co widzę, to siebie i każdego jako jedno i inne, zawsze jako wszystko. Co chcę, to powstaje(tu pokazał). Co ty chcesz, to powstaje. Bóg, jak to nazywasz, może być ideą, może miłością, może my go stanowimy, a może dobrem. Tu, gdzie jestem, każdy jest wszystkim.


-A nie czujesz czasami czegoś negatywnego, złego?

-Bycie, a raczej uświadomienie sobie tworzenia wszystkiego to również dogłębne poznanie siebie. A tam czuje się tylko wszechogarniające dobro i miłość.


-Czy są na naszej planecie zmiany? Jakie mogą być?

-Wy tu jesteście na chwilę. Przychodzicie, bo coś tam chcecie doświadczyć i wracacie. Możecie, jak każda istota, wszystko. Owszem, zmienia się cała matryca, energia. Można zawsze mówić innym, jak powinno się robić(o tym w tej chwili myślałem), ale należy się skupić przede wszystkim na sobie, pomoc potem jest i tak skuteczniejsza. Każdy ma wieczność. Z tej perspektywy wasze kilka lat w ciele to naprawdę pstryknięcie.


-Skąd pochodzisz?(Takie pytanie mi wpadło do głowy?)

-A co mam ci powiedzieć? Że z jakiejś planety? Postaci? Cywilizacji? Byłem w różnych, potem opiekowałem się różnymi. Cały czas poznawałem i poznaję. To niekończąca się podróż, ale nie w jakiejś postaci czy cywilizacji. Każdy może być wszędzie, nie jest nigdzie przypisany. Każdy może zresztą być i wszystkim, i nikim, i na jak długo chce. I tak się stanie. Każdy sam decyduje.


-Po co ta cała nauka siebie? Nie można od razu siebie zobaczyć? Po co inkarnacje?

-Żeby przejrzeć się w sobie.

I to koniec. Kolejność pytań, sens. Wszystko zachowane, jak należy. Do tekstu się nie odnoszę i pozostawiam do interpretacji, cóż, pozostało mi życzyć wszystkiego dobrego.

Rafał Pigoń 

Popularne posty z tego bloga

Pieczęcie kościelne

Życie światłem, bretarianizm

Pełnia siebie, chirurgia fantomowa